Urodziłem się w nocy,
więc od razu po narodzinach zmieniłem się w rysia. Starsza siostra stała nade
mną i przyglądała mi się. Minął jakiś czas i potrafiłem chodzić, biegać i
mówić. Rodzice, mieszkający w drewnianym domku w lesie jako ludzie i dziko jako
rysie, pobiegli na polowanie. Opiekę nade mną zostawili Eleonorze, mojej
siostrze. Pilnowała mnie już kilka godzin, a rodzice nie wracali, bo jak
wiadomo, polowanie jest trudne. A wtedy przyszli ludzie. Chcieli polować.
Zauważyli nas. Siostra wzięła mnie za skórę na karku i pobiegła ze mną w stronę
rzeki. Potem pokazała mi norę, a ja do niej wbiegłem. Zasłoniła mnie liśćmi i
powiedziała, żebym nie wychodził do następnego poranka. Posłuchałem. Zobaczyłem
w oddali ludzi i jak nagle coś uderza w Eleonorę i ją rani, a ona wpada do
rzeki i znika. Ale może jeszcze wróci. Może mnie nie zostawi. Siedziałem i
czekałem. Tak jak mówiła, do następnego poranka. Byłem głodny. Zasnąłem. Kiedy
było już jasno obudziłem się i wyszedłem na zewnątrz. Zacząłem wołać rodziców i
siostrę, ale trwało to chyba dwie godziny i nikt nie przyszedł. Wtedy znów
usłyszałem w oddali ludzi. Zacząłem uciekać i po dłuższej chwili, zmęczony,
wskoczyłem do kolejnej nory. Ale w niej ktoś był. A konkretnie rodzina lisów.
Samiec i samica karmiąca czwórkę młodych. Na szczęście zgodzili się mnie
nakarmić i zamieszkać z nimi. Oczywiście, kiedy dorastałem, było tam coraz
mniej miejsca i w końcu wylądowałem poza norą. Cóż, bywa. Odwdzięczałem się
lisiej rodzinie polując dla nich tak, że nie byli nigdy głodni. Ale pewnego
dnia samica lisa zachorowała i niestety po jakimś czasie zginęła. Jej potomstwo
jakiś czas wcześniej odeszło w świat, dorosłe. A samiec został sam. Współczułem
mu, ale to przecież nie mogło mu pomóc. Zostałem z nim, ale po jakimś czasie
zginął zagryziony przez psy myśliwskie. Powędrowałem więc sam. Minęło kilka miesięcy,
może lat. Znalazłem miasto. Przyszedłem tu. Teraz to jest mój dom.
Może
nareszcie będzie łatwiej, może...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz