***
Powoli robiło się ciemno, niebo zasłoniły ciemne chmury, zapowiadało się na deszcz. Dlatego oboje mieliśmy założone kaptury. Szliśmy wolnym krokiem obok siebie, przez jakiś czas w milczeniu.
Aż tu nagle przechodząc niedaleko jednej z opuszczonych uliczek usłyszałam miauczenie i szczekanie.
- Kaito, też to słyszysz? - Spytałam zaniepokojona.
- Słyszę. - Mruknął po chwili ciszy.
- Chodź! - Zawołałam i pobiegłam przed siebie, prosto do zaułka z którego dobiegał hałas.
Na miejscu naszym oczom ukazał się rzadko spotykany w tym mieście widok - na ziemi leżała czarna kotka, jej gasnące, fioletowe spojrzenie utkwione było w dwóch młodych wilkach stojących nad nią. Krew mieszała się z łzami kocicy, a ci dwaj tylko się śmiali. O nie, nie będę tak na to patrzeć.
- Macie jakiś problem, co?! - Syknęłam, podchodząc bliżej. Młodziaki spojrzeli na mnie, nieco wystraszeni. Po chwili zamiast młodych wilków stało tam dwóch nastolatków, na oko 14-15 lat. Jeszcze czego, żeby takie małolaty atakowały bezbronną kotkę! - Do domu, ale już!
Opuścili głowy i odeszli z przestrachem w oczach.
Spojrzałam w miejsce, gdzie przed chwilą leżała ranna kocica, ale zamiast kota ujrzałam piękną, młodą kobietę. Patrzyła na nas zaszklonym wzrokiem, ciężko oddychając i osłaniając rękoma brzuch. Podeszłam do niej bliżej i ukucnęłam tuż przed nią.
- D-Dziękuje... - Wyszeptała, uśmiechając się lekko, z jej ust wypłynęła strużka krwi. - Gdyby nie ty, to nie wiem jak by to się skończyło...bardzo dziękuje...
Uśmiechnęłam się czule i wbiłam wzrok w Kaito który cały czas stał tam jak ten kołek.
<Kaito? .3.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz