- Hahahaha! Ale z ciebie jest niedojda! - Usłyszałam śmiech. To ta czwórka dzieciaków która mi wtedy dokuczała na placu zabaw. Zmarszczyłam brwi i podniosłam się, otrzepując z piachu.
- Nie jestem niedojdą. - Syknęłam w ich stronę ze łzami w oczach. - O-odczepcie się ode mnie!
- Nie jesteś, tak? - Jeden z nich uśmiechnął się wrednie, zsiadł z roweru i do mnie podszedł. - No dobra mała, odwalimy się od ciebie, jak nam udowodnisz że faktycznie nie jesteś zerem.
- A c-co mam zrobić...?
- Widzisz tą latarnię? - Wskazał ręką na latarnię stojąca na skrzyżowaniu. - Twoi starzy to koty, tia? Czyli ty też musisz być kotem, a koty potrafią się wspinać. Jak wleziesz na sam szczyt i staniesz na tej lampie, to wtedy udowodnisz że jesteś coś warta, a wtedy się od ciebie odwalimy.
- Emm... - Przełknęłam ślinę,wbijając wzrok w ziemię. - Um...
- Cykasz się?
- N-nie! - Krzyknęłam, patrząc w jego zielone oczy. - W-wdrapię się na sam szczyt!
Podbiegłam szybkim krokiem do latarni i bez najmniejszego wahania zaczęłam się wspinać. Chociaż to było trudne, bardzo trudne a ja...się bałam, po prostu się bałam. A oni tylko tam stali i się śmiali...
Już prawie, już prawie...ale nie miałam siły i...spadłam. Na ulicę. Bolało bardzo.
- Ałaaa~! - Krzyknęłam, czując ból w plecach. Już nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- HAHAHAHA~! Wiedziałem że jesteś niczym więcej jak tylko zerem~! Niedojda! - Śmiali się ze mnie...trójka chłopaków, bo czwartą z nich była rudowłosa dziewczyna, która zamiast się śmiać, patrzyła na mnie współczującym wzrokiem. Walnęła najstarszego z nich w głowę. - AŁA, a to za co?!
- To było śmieszne na początku, wiesz!? Dajcie jej spokój, przecież to jeszcze dziecko! - Wykrzyknęła im prosto w twarz. Umilkli, wymieniając spojrzenia.
Nagle usłyszałam głośny pisk opon, a zza zakrętu wyjechał samochód. Jechał prosto na mnie. Krzyknęłam głośno, na całą dzielnice.
Potem czułam już tylko ból. Nie miałam nawet siły płakać. Auto pojechało dalej...a ja...leżałam na poboczu...
- O KURNA, SPADAMY! - Wykrzyknęli chłopcy i zaczęli uciekać. Ale dziewczyna cały czas tam stała, ze łzami w oczach. Chłopacy odwrócili się w jej stronę. - LEARA, NO CHODŹ!
Rozejrzała się szybko, patrząc raz to na nich raz to na mnie. Zamknęła oczy i zaczęła biec.
- Przepraszam... - To były jej ostatnie słowa, a po chwili razem z chłopakami zniknęła za zakrętem.
To boli.
Bardzo.
Tatusiu...gdzie jesteś...?
Pomóż mi...
Proszę...
Zamknęłam oczy i...przestałam czuć ból.
Kaito? ;___________________;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz