***
Mijały tygodnie.
Udało nam się jakoś pogodzić z odejściem Marybeth.
To było trudne, szczególnie dla Kaito, który często całymi nocami płakał, ale jakoś się pozbieraliśmy.
Ayato skończyła już roczek. Gdyby tylko Mary mogła ją zobaczyć...
Ayato skończyła już roczek. Gdyby tylko Mary mogła ją zobaczyć...
Ale jest coś co nas martwiło. Mała tak jakby...przestała rosnąć. Znaczy, inaczej...rośnie, ale bardzo powoli. Kaito straszliwie się tym zmartwił, w końcu...po śmierci Mary zaczął traktować ją jak swoją rodzoną córkę, jak krew ze swojej krwi. A Ayato, gdyby tylko mogła, cały czas spędzałaby z "ojcem".
Niestety jego kochana córeczka jakby zatrzymała się w rozwoju, rośnie bardzo powoli. Ale Kaito nie traci nadziei, i wie, że któregoś dnia Ayato urośnie na silną, piękną dziewczynę. Jak jej matka...
***
Pół roku później
***
Pół roku później
***
Niedawno wróciłam z pracy i postanowiłam wziąć się za obiad (BO KAITO CIĄGLE NIE UMIE SE NAWET ZUPKI CHIŃSKIEJ ZROBIĆ.). Tymczasem "kochający ojciec" Kaito klęczał na podłodze, a jakiś metr przed nim siedziała Ayato. Spojrzałam na nich, ciekawa tego co się stanie.
Mała powoli wstała i próbując złapać równowagę, zaczęła bardzo powoli iść w stronę Kaito. O JEZU JAKIE TO SŁODKIE.
Stawiała małe kroczki, zbliżając się do swojego "taty" i śmiała się wniebogłosy, widząc że Kaito się uśmiecha.
Stawiała małe kroczki, zbliżając się do swojego "taty" i śmiała się wniebogłosy, widząc że Kaito się uśmiecha.
ONI TAK CUDOWNIE RAZEM WYGLĄDAJĄ.
Szkoda że cię tu nie ma, Marybeth...
Kaito, ojczulku? <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz