- No...będzie już pięć lat. - Odpowiedziałam, opierając się łokciem o oparcie kanapy. - Zabłądził w mieście no to go "przygarnęłam" i tak jakoś już zostało. No, a...tak właściwie to...jeśli wolno mi zapytać, co się stało z ojcem Kewina...?
Wypowiadając ostatnie zdanie, wbiłam wzrok w podłogę. Bałam się że ochrzani mnie za tak niestosowne pytanie, ale...byłam ciekawa co się z nim stało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz