- Leara, chodź tu. - Powiedziałam smutnym głosem, a rudowłosa powoli do mnie podeszła. Gdy zobaczyła Ayato...w jej oczach pojawiły się łzy. - Spokojnie. Powiedz, co się stało.
- A-ale ja...
- Spokojnie, obiecuje że nic ci się nie stanie. Powiedz co się stało.
- Bo...przejeżdżałam z chłopakami na rowerach, i wpadliśmy n-na małą...a m-mój brat...powiedział że się od niej odczepimy, jeśli udowodni że jest coś warta. I kazał jej się wspiąć na szczyt latarni...prawie weszła, ale spadła na ulicę, i nadjechało auto i...i... - I wtedy spuściła głowę i wybuchła płaczem. - Przepraszam, tak bardzo przepraszam, to też po części moja wina!
- Nie płacz. - Powiedziałam, przytulając ją. - Już nic nie zrobisz, nie płacz.
Gdy troszkę się uspokoiła, wstałam i podeszłam do wkurzonego Kaito.
- Kaito, chodź na chwilę. - I nie czekając na odpowiedź zaczęłam ciągnąć go za ogon. Posłałam jeszcze chłopakom wściekłe spojrzenie. - A wy tu sobie grzecznie poczekacie, okej?
Wszystko wytłumaczyłam Kaito. Do tego Leara dodała jeszcze, że cała ich czwórka to sieroty. Czyli z rodzicami nie ma co gadać...
Tylko ciekawa jestem co teraz zrobi Kaito.
Kaituś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz